
Kazałam zbadać moją kawę. Oto co wyszło.
Wiesz, co jest w kawie, którą pijesz codziennie? Nie w sensie „arabika, palona, mielona". Mam na myśli to, czego nie widać – bakterie, pleśnie, toksyny, metale ciężkie. Czy ktokolwiek to sprawdził, zanim ta kawa trafiła do Twojego kubka?
Większość firm kawowych tego nie robi. Nie ma takiego obowiązku. Kawa przechodzi podstawowe kontrole sanitarne, ale nikt nie wymaga od producenta, żeby zbadał ją na mykotoksyny czy metale ciężkie i opublikował wyniki. W Polsce praktycznie żadna marka tego nie robi. Na świecie kilkanaście – głównie te z segmentu wellness i biohackingu, które zbudowały swoją pozycję właśnie na tym, że pokazują dowody. Reszta rynku milczy. Ja nie chcę milczeć.
Dlaczego w ogóle zleciłam badania
Kiedy tworzyłam Glowness, wiedziałam, że nie wystarczy mi powiedzieć „nasza kawa jest dobra". Chciałam to wiedzieć na pewno. Nie z deklaracji plantatora, nie z certyfikatu, który można kupić – ale z wyników laboratoryjnych, które ktoś podpisał swoim nazwiskiem i akredytacją.
Dlatego regularnie zlecam badania naszych kaw. Ziarno z tej samej plantacji, zebrane w innym sezonie, może dać zupełnie inne wyniki – i chcę to wiedzieć, zanim kawa trafi do Twojej filiżanki.
W marcu 2026 rozszerzyłam zakres badań. Do tej pory skupiałam się na mykotoksynach i pleśniach. Tym razem dodałam metale ciężkie i pełen panel mikrobiologiczny.
Mykotoksyny to toksyny produkowane przez pleśnie, które rozwijają się na ziarnach kawy podczas zbioru i suszenia. Brzmią abstrakcyjnie, ale efekty są bardzo konkretne: przy regularnym spożyciu obciążają wątrobę, mogą nasilać stany zapalne, a u osób z chorobami autoimmunologicznymi – zaostrzać objawy. I nie da się ich wyczuć – kawa z mykotoksynami smakuje tak samo jak bez nich. Co ważne, są odporne na temperaturę, więc wypalanie ziaren ich nie niszczy. Jeśli są w surowcu, są też w Twojej filiżance.
Metale ciężkie – ołów, arsen, kadm, rtęć – to pierwiastki, które wchłaniają się do ziarna z gleby i nawozów używanych na plantacji. Ołów i kadm przy długotrwałym narażeniu uszkadzają nerki i układ nerwowy. Arsen w dużych ilościach jest rakotwórczy. Brzmi poważnie – i jest poważnie, ale tylko wtedy, gdy kumulują się latami w organizmie w zbyt wysokich stężeniach. Właśnie dlatego ważne jest, żeby wiedzieć, ile ich jest w kawie, którą pijesz codziennie.
Chciałam wiedzieć, czy są w mojej kawie. Teraz wiem.
Co sprawdzałam i co wyszło
Badania zleciłam do GBA POLSKA – akredytowanego laboratorium w Warszawie z certyfikatem Polskiego Centrum Akredytacji. Sprawdzałam dwie kawy bezkofeinowe: Brazylię i Kolumbię.
| BADANY PARAMETR | BRAZYLIA I KOLUMBIA |
| Salmonella | nie wykryto |
| Listeria | nie wykryto |
| E. coli | nieobecna |
| Gronkowce | nieobecne |
| Pleśnie i drożdże | poniżej granicy oznaczalności |
| Aflatoksyny B1, B2, G1, G2 | poniżej granicy oznaczalności |
| Ochratoksyna A | poniżej granicy oznaczalności |
Ochratoksyna A to mykotoksyna, którą badania europejskie wykrywają w znacznej części próbek kawy rynkowej. W naszej – nie ma jej na poziomie, który laboratorium jest w stanie zmierzyć.
Metale ciężkie wyszły tak:
Cztery do pięciu razy poniżej tego, co prawo w ogóle dopuszcza.
Dlaczego to ma znaczenie akurat dla Ciebie
Jeśli pijesz kawę codziennie, to w ciągu roku wlewasz do siebie ponad 300 filiżanek. Przy dwóch dziennie – ponad 700. Wszystko, co jest w tej kawie, trafia do Twojego organizmu regularnie, przez lata. Nie jednorazowo, nie przypadkowo.
Mykotoksyny nie mają smaku. Metale ciężkie też nie. Właśnie dlatego tak łatwo je zignorować – i właśnie dlatego ktoś musi je sprawdzić, zanim kawa trafi do kubka.
Raporty są dostępne
Nie musisz mi wierzyć na słowo. Pełne sprawozdania z badań możesz pobrać i sprawdzić każdą liczbę samodzielnie.
Jeśli wiesz o innej polskiej marce kawowej, która publikuje takie wyniki – daj znać. Ja nie znam.
I uważam, że to jest coś, o co warto zacząć pytać.
Arabica specialty z jednej plantacji, świeżo palona w Warszawie. Każda partia badana na mykotoksyny i pleśnie.
Zobacz nasze kawy