Glowness - sklep internetowy
Historia, która nie zaczęła się od biznesplanu

Historia, która nie zaczęła się od biznesplanu

Wszystko zaczęło się w Laponii, przy minus 20 stopniach, w warunkach, gdzie jedynym źródłem ciepła było to, co miałaś w sobie.

Organizm wie lepiej

Podczas tej wyprawy, bez dostępu do gorącej wody i prądu, codzienny rytuał parzenia kawy stał się niemożliwy. Moja ekipa ratowała się tabletkami z kofeiną, żeby mechanicznie pchać organizm do przodu. Ja postanowiłam sprawdzić, co się stanie, gdy zrezygnuję.

Trzeciego dnia obudził mnie ból. Nie zwykły ból głowy, ale pulsujące, ostre kłucie w skroniach, jakby ktoś wbijał w nie rozgrzane igły. Wtedy myślałam, że to skrajne odwodnienie. Dziś wiem, że to mój układ nerwowy krzyczał, domagając się neurostymulanta, od którego był uzależniony.

Nocleg w drewnianej chacie podczas ekspedycji w Laponii, bez dostępu do prądu i gorącej wody Morsowanie w przerębli podczas pobytu w Laponii

Po powrocie wróciłam do kawy. Ale coś się zmieniło – nie mogłam przestać myśleć o tym bólu głowy. O tym, jak bardzo moje ciało było uzależnione od czegoś, o czym nawet nie wiedziałam, że je trzyma. Przez kilka kolejnych miesięcy próbowałam różnych podejść: mniej kawy, inna pora, krótsze przerwy. Nic nie dawało mi tego, czego szukałam. Środowisko biohackerów, w którym się obracam, robiło w tym czasie kawowe detoksy i mówiło o tym wprost: kofeina to pożyczone paliwo. Skoro masz własne zasoby energii, po co je zagłuszać zewnętrznym stymulantem?

Brakowało mi jednak jednego. Nie pobudzenia – tego chciałam się pozbyć. Brakowało mi zapachu świeżo zmielonych ziaren, który roznosi się po kuchni. Tej chwili, kiedy siadasz z filiżanką i świat na chwilę zwalnia.

Stolik numer jeden w Royal Tulip

Pewnego poranka w Warszawie, siedząc w moim ukochanym hotelu Royal Tulip – miejscu, gdzie zawsze podpisuję najważniejsze umowy i czuję się jak w domu – rzuciłam mimochodem do mojej przyjaciółki Iwony:

„Iwona, czy istnieje prawdziwa, ziarnista kawa bez kofeiny? Nie rozpuszczalna, nie chemicznie potraktowana. Taka, która pachnie i smakuje jak kawa. Tylko bez pobudzenia."

Iwona, która o kawie wie wszystko, przerwała na chwilę i powiedziała:

„Wita, są takie kawy. Ale to produkt ultra-niszowy. Trudny do zdobycia, drogi, najwyższa półka."

Poczułam ten dreszcz. Skoro ja, która od lat szukam odpowiedzi na to, co mi służy, mam taką potrzebę – to znaczy, że tysiące innych kobiet czują to samo. Tak narodziło się Glowness. Nie z biznesplanu, ale z tęsknoty.

Bez kompromisów

Nie chciałam „poprawnej" kawy. Chciałam kawy wybitnej. Zaczęłyśmy od selekcji ziaren z Brazylii i Kolumbii – każde z jednej, konkretnej plantacji. Zgłębiłam metodę Swiss Water®, w której kofeinę usuwa się wyłącznie wodą, czasem i temperaturą, bez żadnych chemicznych rozpuszczalników. Kawa nie „udaje" smaku – ona go zachowuje.

Kiedy zamykałam oczy, widziałam już logotyp: kobiecą sylwetkę z dwoma złotymi ziarnami kawy. Nawet nazwa Glowness nie jest przypadkowa – numerologicznie zawiera w sobie trzy mistrzowskie liczby. Czułam, że to projekt kompletny. Manifest, nie produkt.

Kulig psimi zaprzęgami przez lapoński las Przejażdżka psim zaprzęgiem z przewodnikiem po Laponii

Czym dla mnie jest Glowness?

To świadomość, że możesz cieszyć się aromatem poranka lub spokojnym wieczorem z filiżanką w dłoni, bez „kawowego ścisku" w żołądku i bez chemii w organizmie.

Jeśli szukasz kawy, która jest „naj", bo nie uznajesz półśrodków – jesteś w dobrym miejscu. A jeśli chcesz po prostu spróbować – wiesz, gdzie nas szukać.

Kawy, które pijemy dzisiaj

Arabica specialty z jednej plantacji, świeżo palona w Warszawie, badana na mykotoksyny i pleśnie. Bezkofeinowa wyłącznie metodą Swiss Water®. Skład się zmienia razem z sezonem, filozofia nie.

Zobacz nasze kawy